Krasnal wszedł wczoraj w tymczasowe posiadanie lalki Barbie: oko: niebieskie, włos: blond, sukienka typu pasek (nieco nad biust, nieco poniżej pupy) koloru ostry róż, botki wysokie, różowe, z obcasem.
Dokonawszy przeglądu skromnej konfekcji oraz ogólnej oceny imydżu orzekł stanowczo: "ma siukienkę jak ciocia Halinka". Ciocia Halinka, czyli niania, jako żywo nie zaprezentowała się jeszcze w niczym koloru pink, co nie zakrywałoby w sposób należyty wszelkich potencjalnie nieskromnych widoków, toteż zareagowaliśmy lekkim zdziwieniem. "No dobzie, jednak kiepśka ta siukienka jest" - poprawił się Krasnal. ("Kiepśka", czyli trochę kusa - ogolony tatuś ma w opinii Krasnala "kiepśkie wąsy" w porównaniu z wąsatym dziadkiem).
Następnie udał się na "kamapę", gdzie po chwili został przyłapany na próbach organoleptycznej weryfikacji, czy Barbie posiada mleko w piersi.
środa, 28 września 2011
piątek, 2 września 2011
Negocjator
Krasnal: Mamusiuuuuu, wiesz cio?
Mama: Tak?
K: Pamiętasz ten siamolot juziowy w śklepie?
M: Nie pamiętam, Krasnalku. W jakim sklepie?
K: Z ziabawkami. Juziowy był.
M: Nie pamiętam. A dlaczego pytasz?
K: Mamusiu, mogłabyś tak zjobić, zieby on był w domu Antosia?
M: ?!?!?
Cały semestr musiałam chodzić na zajęcia z negocjacji, a on się z tym urodził.
Mama: Tak?
K: Pamiętasz ten siamolot juziowy w śklepie?
M: Nie pamiętam, Krasnalku. W jakim sklepie?
K: Z ziabawkami. Juziowy był.
M: Nie pamiętam. A dlaczego pytasz?
K: Mamusiu, mogłabyś tak zjobić, zieby on był w domu Antosia?
M: ?!?!?
Cały semestr musiałam chodzić na zajęcia z negocjacji, a on się z tym urodził.
wtorek, 30 sierpnia 2011
Weekend analogowy
Etykiety:
robótki ręczne,
słowa
Spędziliśmy z Krasnalkiem czas wybitnie niecyfrowy: zbieralisiem poziomy i jezinki (jak mówi rzeczony K.), gralisiem w bambinota oraz pike (jak wyżej) oraz - przywoławszy w pamięci zasady "skautingu dla chłopców" - podjęlisiem próbę zrobienia czegoś do zabawy odstającego nieco od współczesnej chińskiej myśli technicznej.
Wyszło tak:
Odbylisiem również pogadankę na temat praw braci mniejszych w związku z mordem popełnionym w łazience przez wzmiankowanego K. na Bogu ducha winnej mrówce. Po udzielonym pouczeniu dotyczącym niezwykłej pracowitości oraz użyteczności mrówek (przy jednoczesnych rozpaczliwych próbach uniknięcia słowa "zabić", które Wysoki Sąd słyszał już uszami wyobraźni załączone do standardowej litanii narzekań na przedmioty tudzież okoliczności przez oskarżonego K. nieakceptowane: "do innego domu!" "udezić!", "wyziucić do kosia!"), oskarżony K. został odesłany do Taty celem przyznania się do winy oraz wyrażenia skruchy. Mama natomiast zawinęła truchełko w całun marki Velvet i złożyła w miejscu ustronnym.
Oskarżony K. zeznał następująco:
- Zniściłem mjówkę. Nie jusiała (ruszała - przyp. Mama). Mamusia wyziuciła mjówkę do kibela.
Wobec powyższego sąd odstąpił od wymierzenia kary.
Wyszło tak:
Odbylisiem również pogadankę na temat praw braci mniejszych w związku z mordem popełnionym w łazience przez wzmiankowanego K. na Bogu ducha winnej mrówce. Po udzielonym pouczeniu dotyczącym niezwykłej pracowitości oraz użyteczności mrówek (przy jednoczesnych rozpaczliwych próbach uniknięcia słowa "zabić", które Wysoki Sąd słyszał już uszami wyobraźni załączone do standardowej litanii narzekań na przedmioty tudzież okoliczności przez oskarżonego K. nieakceptowane: "do innego domu!" "udezić!", "wyziucić do kosia!"), oskarżony K. został odesłany do Taty celem przyznania się do winy oraz wyrażenia skruchy. Mama natomiast zawinęła truchełko w całun marki Velvet i złożyła w miejscu ustronnym.
Oskarżony K. zeznał następująco:
- Zniściłem mjówkę. Nie jusiała (ruszała - przyp. Mama). Mamusia wyziuciła mjówkę do kibela.
Wobec powyższego sąd odstąpił od wymierzenia kary.
czwartek, 18 sierpnia 2011
U licha! Mówię prozą!
Etykiety:
słowa
Są takie słowa, na które czeka się długo, czule pieszcząc w myślach obietnicę tego, co ze sobą niosą.
Takie, które nie przychodzą znienacka, ale są nagrodą za tygodnie i miesiące wysiłków.
Nie te świąteczne, poetyckie, wyjątkowe. Zupełnie codzienne i prozaiczne.
Słowa niosące obietnicę lepszego życia, pachnące pieniądzem i całkiem nową jakością.
No? Co to za słowa? Młodzi rodzice, wiecie, co mam na myśli? Uwaga, uwaga... Achtung, Achtung! Ladies and Gentlemen! Mesdames et Messieurs! Señoras e Señores! tadam tadam!... "MAMUSIU, KUPE CHCE!".
Hurra!!!
poniedziałek, 8 sierpnia 2011
O tym jak wrona sroczkę udawała
Etykiety:
słowa
Krasnal: O! Śroki!
Mama: Nie, Krasnalku, to są wrony.
Krasnal: Nie, śroki!
Mama: Na pewno wrony, nie sroki.
Krasnal: WJONY. UDAWAJĄ, ŻE SIOM ŚROKAMEM*
* Krasnal nie wymawia końcówek "i" ani "y" - zamienia je na "em". Mamy zatem pociąg z WAGONAMEM, jogurt z TJUSKAWKAMEM (alternatywnie TRUSKAWKAWAMEM), samolot leci za DRZEWAMEM, a wrony udają, że są ŚROKAMEM.
Mama: Nie, Krasnalku, to są wrony.
Krasnal: Nie, śroki!
Mama: Na pewno wrony, nie sroki.
Krasnal: WJONY. UDAWAJĄ, ŻE SIOM ŚROKAMEM*
* Krasnal nie wymawia końcówek "i" ani "y" - zamienia je na "em". Mamy zatem pociąg z WAGONAMEM, jogurt z TJUSKAWKAMEM (alternatywnie TRUSKAWKAWAMEM), samolot leci za DRZEWAMEM, a wrony udają, że są ŚROKAMEM.
