środa, 27 marca 2013

Wejście smoka

Krasnal w oczekiwaniu na mycie zębów wydaje nieparlamentarny odgłos paszczą. Patrzę groźnie - widzę minę "mnie tu nie ma i nie było, nie mam pojęcia, o co chodzi".
- Słucham?!? - pytam.
- Przeprasam, beknąłem - mówi w końcu niechętnie i szybko się usprawiedliwia - Ale gdybym bekał ogniem, to mógłby być pozar.

Zakazać oglądania bajek o smokach?


niedziela, 17 marca 2013

After rain comes sunshine

Małą chwilę nas tu nie było, bośmy z Szyneczką wylądowały w szpitalu z zapaleniem płuc. Tzn. z szyneczkowym zapaleniem płuc. Płuca mamine zapaliły się w trakcie pobytu na oddziale dziecięcym, potem jeszcze niezależnie zapaliły się oskrzela krasnalowe, babcine i dziadkowe, tacine zatoki i... eeech, było zapalnie jak na Bliskim Wschodzie.

Krasnalowi jednakowoż na język się nie rzuciło, czego dowodem następujący dialog łazienkowy:

Krasnal (wyciągając zza sedesu Brise): Babciu, Babciu, a co to jest?
Babcia: Zapach do łazienek.
Krasnal (dociekliwie): Ale jaki to zapach, Babciu?
Babcia: After the rain. Zapach po deszczu.
Krasnal (domyślnie): Ale po DESZCZU SIKANIA, tak?


środa, 13 lutego 2013

Urodziny


- Babciu, ile ty masz lat?
- A jak myślisz, Krasnalku?
- CHYBA ZE STO. Mamusiu, masz tyle świeczek?


wtorek, 12 lutego 2013

Bakteria

Krasnal w oczekiwaniu na pobranie krwi: obsiada wszystkie krzesła w poczekalni; siada na podłodze; układa się na krześle brzuchem i dynda nogami; wchodzi na krzesło kolanami; schodzi tyłem; podskakuje.
- Usiądź spokojnie - mówię. - I przestań wszystkiego dotykać, tu jest mnóstwo bakterii.
Siada. Siedzi. Cisza. Skubie palcem krzesło. Wydłubuje dziurę w farbie.
- Co robisz? - pytam. - Co tam jest?
- TU UMARŁA BAKTERIA - oznajmia Krasnal grobowym głosem.

poniedziałek, 11 lutego 2013

Zdradzeni o świcie

Uwaga, będzie o polityce. Gorzej: będzie o Smoleńsku.O sile mediów. I o naglącej konieczności wystawienia telewizora za drzwi zanim dzieci zostaną całkowicie zindoktrynowane.

Krasnal zbudził się dziś nad ranem, przymaszerował do rodzicielskiego łóżka (Tatusiu, idź na kanapę!) i zasnął snem kamiennym. W pewnym momencie usiadł, potoczył wkoło błędnym wzrokiem i oznajmił:

- O, świt. KATASTROFA SMOLEŃSKA była o świcie.

Po czym osunął się na poduszki, rozepchnął tyłeczek na ojcowskiej połowie i ponownie zapadł w sen.