wtorek, 30 sierpnia 2011

Weekend analogowy

Spędziliśmy z Krasnalkiem czas wybitnie niecyfrowy: zbieralisiem poziomy i jezinki (jak mówi rzeczony K.), gralisiem w bambinota oraz pike (jak wyżej) oraz - przywoławszy w pamięci zasady "skautingu dla chłopców" - podjęlisiem próbę zrobienia czegoś do zabawy odstającego nieco od współczesnej chińskiej myśli technicznej.

Wyszło tak:




Odbylisiem również pogadankę na temat praw braci mniejszych w związku z mordem popełnionym w łazience przez wzmiankowanego K. na Bogu ducha winnej mrówce. Po udzielonym pouczeniu dotyczącym  niezwykłej pracowitości oraz użyteczności mrówek (przy jednoczesnych rozpaczliwych próbach uniknięcia słowa "zabić", które Wysoki Sąd słyszał już uszami wyobraźni załączone do standardowej litanii narzekań na przedmioty tudzież okoliczności przez oskarżonego K. nieakceptowane: "do innego domu!" "udezić!", "wyziucić do kosia!"), oskarżony K. został odesłany do Taty celem przyznania się do winy oraz wyrażenia skruchy. Mama natomiast zawinęła truchełko w całun marki Velvet i złożyła w miejscu ustronnym.


Oskarżony K. zeznał następująco:

- Zniściłem mjówkę. Nie jusiała (ruszała - przyp. Mama). Mamusia wyziuciła mjówkę do kibela.

Wobec powyższego sąd odstąpił od wymierzenia kary.

czwartek, 18 sierpnia 2011

U licha! Mówię prozą!


Są takie słowa, na które czeka się długo, czule pieszcząc w myślach obietnicę tego, co ze sobą niosą.

Takie, które nie przychodzą znienacka, ale są nagrodą za tygodnie i miesiące wysiłków.

Nie te świąteczne, poetyckie, wyjątkowe. Zupełnie codzienne i prozaiczne.

Słowa niosące obietnicę lepszego życia, pachnące pieniądzem i całkiem nową jakością.

No? Co to za słowa? Młodzi rodzice, wiecie, co mam na myśli? Uwaga, uwaga... Achtung, Achtung!  Ladies and Gentlemen! Mesdames et Messieurs! Señoras e Señores! tadam tadam!... "MAMUSIU, KUPE CHCE!".

Hurra!!!


poniedziałek, 8 sierpnia 2011

O tym jak wrona sroczkę udawała

Krasnal: O! Śroki!
Mama: Nie, Krasnalku, to są wrony.
Krasnal: Nie, śroki!
Mama: Na pewno wrony, nie sroki.
Krasnal: WJONY. UDAWAJĄ, ŻE SIOM ŚROKAMEM*

* Krasnal nie wymawia końcówek "i" ani "y" - zamienia je na "em". Mamy zatem pociąg z WAGONAMEM, jogurt z TJUSKAWKAMEM (alternatywnie TRUSKAWKAWAMEM), samolot leci za DRZEWAMEM, a wrony udają, że są ŚROKAMEM.

wtorek, 26 lipca 2011

Były sobie świnki trzy, świnki trzy, świnki trzy...

Do dzisiejszej kolacji zainspirował mnie pewien dialog z Krasnalem z czasów, kiedy nie wypluwał jeszcze z siebie słów z prędkością "przed-użyciem-zapoznaj-się-z-treścią-ulotki-bądź-skonsultuj-z-lekarzem-lub-farmaceutą". Rzecz działa się przy posiłku, a wymiana informacji wyglądała mnie więcej tak:

Mama (uprzejmie): Proszę, zajadaj!
Krasnal (radośnie): Ribka!
Mama (bezmyślnie): Nie, świnka.
Krasnal (z nadzieją): Peppa?

Przypomina mi to, że nieubłaganie zbliża się dzień, w którym trzeba będzie rzeczowo wyjaśnić związek między Peppą a wieprzowiną i cały system zakazu mordowania much, mrówek i innych żyjątek w obecności Krasnala niechybnie weźmie w łeb (co z kolei przywodzi na myśl epizod z tygodnia minionego, kiedy to Krasnal przywędrował do Taty radośnie informując: "Tatusiu, złapałem dla ciebie konika polnego" i dumnie zademonstrował ściśnięty w łapce prezent. Myślę, że dla konika fakt przekazania jego szczątków doczesnych w formie podarunku nie stanowił pocieszenia).

Tak czy inaczej, zrobiliśmy dziś na kolację nie jedną, nie dwie, ale całe TRZY świnki.



Tym razem bez wierszyka, bo jedyne, co przychodziło mi do głowy na kanwie zaprezentowanych wyżej rozważań, to drobna przeróbka mojej ulubionej bajki z dzieciństwa:

"Były sobie trzy świnki: tłuściutkie, różowe.
Dziś zostały z nich tylko polędwiczki wieprzowe".

Następnym razem będzie coś wegetariańskiego.

sobota, 23 lipca 2011

Ulisses

Jeśli strumień świadomości jest rodzajem dialogu wewnętrznego, deszczowe  lato musiało podnieść u Krasnala poziom strumienia wysoko ponad stany alarmowe.

Poniżej zapis nagrania 3 minut spaceru:

"mój jowej przewjócił (yhhh, czy w zapisie fonetycznym obowiązują reguły ortografii? "Przewjucił" wyglądałoby lepiej); mój motoj przewjucił. Kałuzie. Kałuzie... jedna kałuzia jest... jedna kałuzia jest jeszcze... atoś mamusia na tjawie sią... motilek... citrinek... motilek citrinek... znowu jedziemem... naśtępny motilek... znowu pies chodzi... nie to jest... nie to jest... do pociągów... uwaga, sibciutko... tejaz, tejaz... sibciutko... tik tak...  w dziuję wjechałem znowu.... w dziuję wjechałem... mały ho... z cierwonym ogonem jeci... z cierwonym ogonem jeci... tit ti ti tit ti... pociąg jedzie... ta la la... śkjęciamem, śkjęciamem tutaj... kapsiel... kapsiel... kapsiel coca-coli... tamtędy do pociagów.... jedziemem po tej ulicy... mamusiu po tej ulicy do pociagów jedziemem... w pjawo tejaz do pociagów jadę tutaj... tejaz jadę... tejaz jadę na jowezie... do pociagów jadę... pan wygłupia się... o kotek... psiejechałem psiez kamory... następnego... tin tin tuu... kotki jobacić, kotki... och jest kotek... kotki są... tam pojeciał kotek... pojeciał kotek... pieska duziego... pociag jaki towajowy jedzie.... z ciementem mozie... mozie z ciementem jedzie... śkoda z psiciepom jechała...  atoś usłysiał towajowy pociag... atoś usłysiał na tojach towajowy... towajowy pociag... atoś usłysial towajowy jedzie tylko... simak... ziobacić psiejechanego simaka..." Over.