środa, 18 maja 2016

A ja rosnę i rosnę...

 ...latem, zimą na wiosnę!

- Krasnalku, nie mogę uwierzyć, że jesteś już taki duży!
- Noooo... A jak zacznę chodzić na siatkówkę, to będę jeszcze większy. Wiesz, jacy wysocy są siatkarze.
- Krasnalku, widzisz... ale to nie jest tak, że ci, co trenują siatkówkę, to rosną... Oni dlatego grają, że są wysocy.
- No ale przecież trochę podrastają, prawda?!?
- Może trochę, faktycznie...


wtorek, 1 marca 2016

Chce się RZ

Znacie to?

Wieczór zamykający ferie zimowe. Niby żal, ale jednak oczami wyobraźni widzicie już siebie siędzacych przy biurku z ciepłą herbatą, kanapką, ogarniających fejsa na dobry początek dnia. Cisza. Nikt nie pyta: "mogę twój telefon?", "mogę coś słodkiego?", "mogę kanał sportowy?", "pobawisz się ze mną w dziecko?". Nikt Was nie informuje w środku śniadania, że chce kupę... Znacie to?

Sratatata! Nie znacie, bo nie ma takich wieczorów! Zawsze któreś prędzej czy później rozdziawi pyszczysko, żeby oznajmić: "boli mnie gardełko", "jakoś tak mi ciepło", ewentualnie puścić wielobarwnego pawia (zwykle w fotelik samochodowy, na kołdrę lub w inne wdzięcznie samoczyszczące się miejsce). I wtedy wiecie już na pewno, że a) żadnego spokojnego poranka nie będzie, b) najbliższe dni spędzicie dyskutując o telefonie, czymś słodkim, kanale sportowym i zabawie w dziecko, ewentualnie podtrzymując czyjeś blade i spocone czoło nad sedesem lub samemu robiąc przegląd menu z tygodnia od tyłu.

A wieczór przebiegnie mniej więcej tak: po pierwsze - nie pójdziecie wcześniej spać, jak bez sensu planowaliście. Po drugie Dziecko 1 płci męskiej - czyli jak wiadomo zachowujące znikomą godność w chorobie - będzie z regularnością raz na kwadrans wydawać z siebie ryki rannego jelenia, budząc Dziecko 2 (i dopiero dwie doby później zrozumiecie, że godność jest rzeczą względną). Po trzecie obudzone Dziecko 2 będzie każdorazowo wrzeszczało: "Ja też chcę być chora!" ("Dlaczego?" - "bo mama!"), by ostatecznie o północy oznajmić, że mianowicie już się wyspało i może łaskawie przystać na kontynuację wypoczynku wyłącznie z mamą i wyłącznie w rodzicielskim łóżku. Wówczas powstanie problem związany z tym, że poszkodowane Dziecko 1 również kategorycznie odmówi samodzielnego spania, duże łóżko jest jedno, a 1 i 2 profilaktycznie nie powinny pozostawać w jednym pomieszczeniu. Ostatecznie ojciec z Dzieckiem 1 będą spać na waleta na kanapie, oganiając się od uradowanego niespodziewanym towarzystwem kota. Matka natomiast do 4.30 będzie wystosowywać do Dziecka 2 apele, począwszy od: "Śpij, bo dzieci jak śpią, to rosną, a ty przecież chcesz być duża" ("A opowiedz mi, jak dzieci rosną"), poprzez: "Śpij, bo nie będziesz miała jutro siły na zabawę w przedszkolu" ("Mam zabrać chomika czy pieska?"), po zrozpaczone i nigdy niezrealizowane: "Śpij, bo dam ci w dupę" ("Hahaha, powiedziałaś >w dupę<?").

Po czym 1 i 2 wstaną przed 7.00 z pytaniem: 1, czy wobec tego, że zostaje w domu, może kanał sportowy, a 2, czy może założyć "cerwoną suknię", czy możemy poszukać chomika, pieska i pierścionka z Hello Kitty oraz czy może coś słodkiego.

Znacie to?

czwartek, 18 lutego 2016

Laurka

Pani Szyneczka przygotowuję laurkę z okazji urodzin Babci. Pół ciała na stole, zęby zgrzytają (znaczy: stara się). Na rysunku kłębowisko kolorów, a nad nim słońce z długimi promieniami.

- Ślicznie, kochanie! Co narysowałaś?
- (z dumą) Jak delfin zjadł babcię.


wtorek, 2 lutego 2016

Dwie drogi

Pamiętacie obrazek porównujący kobiecy i męski styl robienia zakupów?





Obawiam się, że to obejmuje również inne dziedziny życia :-/


Krasnal: Chodź pobiegamy w kółko po pokoju!

Pani Szyneczka: Nie. Chodź pobawimy się w dziecko. Że ja jestem siostrą, ty bratem, a to jest nasza mała siostra (wskazuje na Bejbi Born czy inne jedząco-wydalające różowe cudo). I że jest Dzień Babci i Dziadka. I że dziadkowie do nas przyszli. I tak się bawmy, że my się bawimy, że biegamy w kółko po pokoju.

No i koniec końców biegali w kółko po pokoju.

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Nieśmieszne, a jednak bawi

Krasnal wymaszerował dziś z lekcji z miną wielce nietęgą i cichutkim głosikiem oznajmił, że na muzyce dostał uwagę, gdyż udawał, że jest płatkiem śniegu i biegał po sali.

Faktycznie, w dzienniczku tłusty wpis na wiele linijek: że nie śpiewa z dziećmi, że nie umie tekstu, że nie pokazuje razem z klasą ilustracji ruchowych (wtf?). Oraz zalecenie, aby nauczył się słów piosenki "Pada śnieg, dzwonią dzwonki sań". W samochodzie  wygłaszam więc stosowną reprymendę i karnie intonuję: "Poprzez białe drogi, z mrozem za pan braaaat"..., a kiedy dochodzę do refrenu Krasnal konfidencjonalnym szeptem mówi: eee, co ty, mamo, ja ci zaśpiewam, jak to powinno być:

Pada deszcz, pada deszcz, w dupie siedzi kleszcz.
Ajajaj, ajajaj dostał się do jaj.

Wszyscy wałkują temat dojrzałości szkolnej sześciolatków. Szkoda, że nikt nie pochyla się nad rodzicami -  ja chyba nie dojrzałam, gdyż mianowicie parsknęłam śmiechem i wychowanie diabli wzięli.