Do dzisiejszej kolacji zainspirował mnie pewien dialog z Krasnalem z czasów, kiedy nie wypluwał jeszcze z siebie słów z prędkością "przed-użyciem-zapoznaj-się-z-treścią-ulotki-bądź-skonsultuj-z-lekarzem-lub-farmaceutą". Rzecz działa się przy posiłku, a wymiana informacji wyglądała mnie więcej tak:
Mama (uprzejmie): Proszę, zajadaj!
Krasnal (radośnie): Ribka!
Mama (bezmyślnie): Nie, świnka.
Krasnal (z nadzieją): Peppa?
Przypomina mi to, że nieubłaganie zbliża się dzień, w którym trzeba będzie rzeczowo wyjaśnić związek między Peppą a wieprzowiną i cały system zakazu mordowania much, mrówek i innych żyjątek w obecności Krasnala niechybnie weźmie w łeb (co z kolei przywodzi na myśl epizod z tygodnia minionego, kiedy to Krasnal przywędrował do Taty radośnie informując: "Tatusiu, złapałem dla ciebie konika polnego" i dumnie zademonstrował ściśnięty w łapce prezent. Myślę, że dla konika fakt przekazania jego szczątków doczesnych w formie podarunku nie stanowił pocieszenia).
Tak czy inaczej, zrobiliśmy dziś na kolację nie jedną, nie dwie, ale całe TRZY świnki.
Tym razem bez wierszyka, bo jedyne, co przychodziło mi do głowy na kanwie zaprezentowanych wyżej rozważań, to drobna przeróbka mojej ulubionej bajki z dzieciństwa:
"Były sobie trzy świnki: tłuściutkie, różowe.
Dziś zostały z nich tylko polędwiczki wieprzowe".
Następnym razem będzie coś wegetariańskiego.
wtorek, 26 lipca 2011
sobota, 23 lipca 2011
Ulisses
Etykiety:
słowa
Jeśli strumień świadomości jest rodzajem dialogu wewnętrznego, deszczowe lato musiało podnieść u Krasnala poziom strumienia wysoko ponad stany alarmowe.
Poniżej zapis nagrania 3 minut spaceru:
"mój jowej przewjócił (yhhh, czy w zapisie fonetycznym obowiązują reguły ortografii? "Przewjucił" wyglądałoby lepiej); mój motoj przewjucił. Kałuzie. Kałuzie... jedna kałuzia jest... jedna kałuzia jest jeszcze... atoś mamusia na tjawie sią... motilek... citrinek... motilek citrinek... znowu jedziemem... naśtępny motilek... znowu pies chodzi... nie to jest... nie to jest... do pociągów... uwaga, sibciutko... tejaz, tejaz... sibciutko... tik tak... w dziuję wjechałem znowu.... w dziuję wjechałem... mały ho... z cierwonym ogonem jeci... z cierwonym ogonem jeci... tit ti ti tit ti... pociąg jedzie... ta la la... śkjęciamem, śkjęciamem tutaj... kapsiel... kapsiel... kapsiel coca-coli... tamtędy do pociagów.... jedziemem po tej ulicy... mamusiu po tej ulicy do pociagów jedziemem... w pjawo tejaz do pociagów jadę tutaj... tejaz jadę... tejaz jadę na jowezie... do pociagów jadę... pan wygłupia się... o kotek... psiejechałem psiez kamory... następnego... tin tin tuu... kotki jobacić, kotki... och jest kotek... kotki są... tam pojeciał kotek... pojeciał kotek... pieska duziego... pociag jaki towajowy jedzie.... z ciementem mozie... mozie z ciementem jedzie... śkoda z psiciepom jechała... atoś usłysiał towajowy pociag... atoś usłysiał na tojach towajowy... towajowy pociag... atoś usłysial towajowy jedzie tylko... simak... ziobacić psiejechanego simaka..." Over.
wtorek, 28 czerwca 2011
Niedoszłe escargots i tęcza z przyczepą
Etykiety:
kuchenne koncepty kreatywne,
słowa
W działkowej łazience Dziadków wpadające przez okno promienie słońca załamują się na szybie kabiny prysznicowej i rzucają na podłogę skrawki tęczy. Krasnal rozpoczyna dzień na działce od weryfikacji stanu liczbowego i jakości tęcz (jednakowoż na pomysł zostawienia na końcu którejś garnka ze skarbem jakoś do tej pory nie wpadł). Ostatnio szpros od kabiny przeciął tęczę na pół, wywołując szał radości: "Mamusiu! Patrz! Tęcza z piciepom!".
A w sprawie tych ślimaków: miały być makaronowe, nadziewane mielonym mięsem z pomidorami i bazylią. Rozgotowały się DOKUMENTNIE:-(
A w sprawie tych ślimaków: miały być makaronowe, nadziewane mielonym mięsem z pomidorami i bazylią. Rozgotowały się DOKUMENTNIE:-(
czwartek, 16 czerwca 2011
Mamo nie maj
Etykiety:
słowa
Rzadko ostatnio zaglądamy, bo strasznie jesteśmy zajęci. Mama pracą, a Krasnal głównie buntowaniem się (przeciwko maminej pracy również: Mamusiu, nie paciuj!). Co do Krasnala - robi nam już w sklepie całkiem niezłe zatowarowanie. Kilka ulubionych dialogów poniżej.
Chez le dentiste:
Pani Doktor: Czy możesz otworzyć buzię?
Krasnal: Nie, chyba nie.
PD: Otwórz, proszę.
K: Nie! Absiolutnie nie!
* * *
Pod nieobecność szkieł kontaktowych w maminych oczach:
Krasnal: Mamusiu, nie maj otulalów!
Mama: Bez okularów nie widzę...
Krasnal (Ściąga okulary z nosa): Mamusiu, teraz widź!
* * *
W sklepie:
Krasnal: Arbuś! Arbuś!
Tata: Kupić Ci arbuza?
Krasnal: Taaaak! (tonem rozkazującym) Pestki zdjąć!
* * *
Krasnal: Dupa, duuupaaa, dupaaaa, dupaaa, duuupaaaa!
Mama: A co to ma być?!
Krasnal: Piosenka o dupie, mamusiu...
Chez le dentiste:
Pani Doktor: Czy możesz otworzyć buzię?
Krasnal: Nie, chyba nie.
PD: Otwórz, proszę.
K: Nie! Absiolutnie nie!
* * *
Pod nieobecność szkieł kontaktowych w maminych oczach:
Krasnal: Mamusiu, nie maj otulalów!
Mama: Bez okularów nie widzę...
Krasnal (Ściąga okulary z nosa): Mamusiu, teraz widź!
* * *
W sklepie:
Krasnal: Arbuś! Arbuś!
Tata: Kupić Ci arbuza?
Krasnal: Taaaak! (tonem rozkazującym) Pestki zdjąć!
* * *
Krasnal: Dupa, duuupaaa, dupaaaa, dupaaa, duuupaaaa!
Mama: A co to ma być?!
Krasnal: Piosenka o dupie, mamusiu...
środa, 1 czerwca 2011
Ogórek, ogórek
Etykiety:
kuchenne koncepty kreatywne,
słowa
Tak sobie myślę - może nie próbujcie na razie tego rzeźbienia w ogórkach? Niby E. Coli blisko do Coca-Coli, ale lepiej nie ryzykować. "Absiolutnie nie", jak powiedziałby Krasnal.
